Zakładając bloga myślałam sobie a co tam mam trochę pomysłów, na pisanie, na zdjęcia ( sprzęt jest , tylko zabrakło kuźwa chęci ) wiecie na całego bloga i po tych 7 miesiącach wiem jaka ja byłam głupia i naiwna.
Na początku faktycznie strasznie się jarałam starałam się pisać co tydzień z większym lub mniejszym skutkiem a teraz kurde ja tu półtora miesiąca nie byłam i nie jest tak że ja nie mam o czym napisać itd. ja po prostu nie mam kiedy usiąść do komputera i pisać jak babcie kocham ( choć nie mam już ani jednej). Człowiek rano wstaje kawa to obowiązkowo, trzeba wyprawić tatę i dziecko do pracy , znaczy tatę do pracy młodego do przedszkola, pokrząta się po chałupie bo księżniczka zazwyczaj jeszcze śpi, poszpera w necie patrzeć już 09:00.
Włączam wtedy tryb torpeda ogarniam chałupinę, setne pranie już w tym tygodniu ( ej też tak macie że człowiek piere i piere a te łachy wyłażą z szafy... same ... ej po tej ilości ubrań odplamionych, upranych , wyprasowanych mogła bym śmiało pralnie otworzyć) , ugotuje coś by dzieci i mąż nie padły z głodu i w te pędy leci po smerfa do przedszkola , a zapominałam jeszcze międzyczasie młoda jak wstanie chce jeść, pobawić się i tak jest już 13:00. Około 14:00 cała ferajna jest razem w domku, zje coś tam porobi czasem bajka czasem popołudniowa wspólna kawa i albo działka która u nas króluje najczęściej albo plac zabaw ( o matko miałam napisać wam dlaczego nie lubię pacy zabaw , dobra następny post będzie właśnie o tym ) wracamy do domu kąpiel kolacja i do spania. Czasem tak sobie zaplanuje ok dzieciaki do spania ja do kompa i co …..posadzę to swoje dupsko na kanapie i przepadam.... ;i tak mija dzień za dniem a ja nic nie napisane nic nie zrobione dla siebie bo ja słowo daje nie mam siły....Wiec ja już nic sobie ani wam nie obiecuje bo jak zawsze wyjdzie co innego a ja mam później poczucie takiej lekkiej winy, że znowu mi nie wyszło.....Wiec będzie jak będzie a mam a mam nadzieję, że będzie spoko.
Śledzę kilka blogów i jestem pełna podziwu jak te dziołchy to wszystko ogarniają świetne teksty, zdjęcia niczym z pinteresta a ja..., szkoda gadać..Teraz dojdą jeszcze wyjazdy z Józiem na Fizjo to ja chyba muszę napisać list to tego na górze i poprosić o jakąś dodatkową godzinkę...
Ale wiecie co ja się postanowiłam na to wszystko nie skarżyć tylko jakoś polubić to swoje życie bo tak walczę i walczę z tym wszystkim i co i dupa blada z tego jest....
Ja teraz grzecznie wyłączam kompa i lecę na godzinę a działeczkę sprawdzić co z moimi ziołami i kwiatuszkami choć pogoda średnia ale muszę jechać zerknąć co tam się dzieje......i może zrobię jakieś prawie ładne zdjęcia......
Tak się spięłam namęczyłam posprzątałam w kwiatkach by wiochy nie było i co... ciamcialamcia zapomniała, że bateria woła daj mi jeść kobieto...ale żeby nie było mam chyba 5 hihihi.
Na początku faktycznie strasznie się jarałam starałam się pisać co tydzień z większym lub mniejszym skutkiem a teraz kurde ja tu półtora miesiąca nie byłam i nie jest tak że ja nie mam o czym napisać itd. ja po prostu nie mam kiedy usiąść do komputera i pisać jak babcie kocham ( choć nie mam już ani jednej). Człowiek rano wstaje kawa to obowiązkowo, trzeba wyprawić tatę i dziecko do pracy , znaczy tatę do pracy młodego do przedszkola, pokrząta się po chałupie bo księżniczka zazwyczaj jeszcze śpi, poszpera w necie patrzeć już 09:00.
Włączam wtedy tryb torpeda ogarniam chałupinę, setne pranie już w tym tygodniu ( ej też tak macie że człowiek piere i piere a te łachy wyłażą z szafy... same ... ej po tej ilości ubrań odplamionych, upranych , wyprasowanych mogła bym śmiało pralnie otworzyć) , ugotuje coś by dzieci i mąż nie padły z głodu i w te pędy leci po smerfa do przedszkola , a zapominałam jeszcze międzyczasie młoda jak wstanie chce jeść, pobawić się i tak jest już 13:00. Około 14:00 cała ferajna jest razem w domku, zje coś tam porobi czasem bajka czasem popołudniowa wspólna kawa i albo działka która u nas króluje najczęściej albo plac zabaw ( o matko miałam napisać wam dlaczego nie lubię pacy zabaw , dobra następny post będzie właśnie o tym ) wracamy do domu kąpiel kolacja i do spania. Czasem tak sobie zaplanuje ok dzieciaki do spania ja do kompa i co …..posadzę to swoje dupsko na kanapie i przepadam.... ;i tak mija dzień za dniem a ja nic nie napisane nic nie zrobione dla siebie bo ja słowo daje nie mam siły....Wiec ja już nic sobie ani wam nie obiecuje bo jak zawsze wyjdzie co innego a ja mam później poczucie takiej lekkiej winy, że znowu mi nie wyszło.....Wiec będzie jak będzie a mam a mam nadzieję, że będzie spoko.
Śledzę kilka blogów i jestem pełna podziwu jak te dziołchy to wszystko ogarniają świetne teksty, zdjęcia niczym z pinteresta a ja..., szkoda gadać..Teraz dojdą jeszcze wyjazdy z Józiem na Fizjo to ja chyba muszę napisać list to tego na górze i poprosić o jakąś dodatkową godzinkę...
Ale wiecie co ja się postanowiłam na to wszystko nie skarżyć tylko jakoś polubić to swoje życie bo tak walczę i walczę z tym wszystkim i co i dupa blada z tego jest....
Ja teraz grzecznie wyłączam kompa i lecę na godzinę a działeczkę sprawdzić co z moimi ziołami i kwiatuszkami choć pogoda średnia ale muszę jechać zerknąć co tam się dzieje......i może zrobię jakieś prawie ładne zdjęcia......
Tak się spięłam namęczyłam posprzątałam w kwiatkach by wiochy nie było i co... ciamcialamcia zapomniała, że bateria woła daj mi jeść kobieto...ale żeby nie było mam chyba 5 hihihi.
To ja chyba nie dam się namówić na takie rodzinne życie. Jest piękne ale bardzo trudne i odpowiedzialne. Jestem dla ciebie pełna podziwu i ogromnego szacunku. Jesteś najlepszą mamą, żoną i Panią domu na świecie i nie tylko!!!
OdpowiedzUsuńBo to tak jest... Sama też sobie obiecywałam: minimum jeden tekst na tydzień i co? Pół roku, a tekstów zero... Bo życie płata figle, bo brakuje czasu, czasem nie ten dzień na pisanie. Ale blogowanie to cudna sprawa. Jestem uzależniona, wiec nawet cisza blogowa ma sens. I życie łatwiej docenic, gdy się tak człowiek nie spina do bycia ideałem 😊
OdpowiedzUsuńDoskonale Cię rozumiem. Mam 3 dzieci, pracuję i jeszcze prowadzę bloga ;)
OdpowiedzUsuńDobrze wiem, jak to jest... Czas zdaje się nieraz uciekać. Mój blog też ostatnio zarasta pajęczynami, bo mimo postanowień ciężko mi nieraz znaleźć chwilę, a po całym dniu bywam nieraz tak padnięta, że ciężko mi zebrać myśli i, nawet jeśli znajdę czas na napisanie posta, to najzwyczajniej nie mam weny...
OdpowiedzUsuńNa domiar złego padł mój sprzęt, a stacjonarny komputer męża jakoś mnie nie zachęcał, bo mimo wszystko lepiej pracuje mi się na laptopie i w końcu dało mi się uprosić męża o nowy, więc mam nadzieję, że teraz uda mi się odkurzyć bloga i wyskrobać na niego więcej czasu :)
Wiem jak to jest. Ja mam założenie, że piszę 2 teksty tygodniowo i póki co udaje mi się, ale często kosztem snu. Coś za coś ;)
OdpowiedzUsuńWiesz... najważniejsze to nie zapomnieć oddychać. I będzie dobrze ;)
OdpowiedzUsuńJa chciałam pisać 3 razy w tygodniu, ogrom interesujących książek sprawił, że piszę 5;)
OdpowiedzUsuńMam miesiące, kiedy mogę więcej pisać, ale i takie, kiedy nie daję rady prawie niczego wystukać na klawiaturze. Brak mi czasu, sił i również czasem chęci. Przede wszystkim nie należy niczego robić na siłę.
OdpowiedzUsuńPS. Nie prasuj. Będziesz mieć więcej czasu. ;-)
Ale kwiatki to masz piękne :) Ja też myślałam, że będę mieć dużo więcej czasu na blogowanie, ale trochę inaczej się to wszystko potoczyło. Mimo to staram się przynajmniej raz w tygodniu coś dodać. Teraz synek poszedł do żłobka, to może uda mi się nawet dwa razy w tygodniu :)
OdpowiedzUsuń