Słabość zamień w siłę z nami wejdź na matę, na szczyt wielkiej góry Oyama Karate. Trenuj z najlepszymi zwiąż mocno czarny pas Oyama karate.
Sporty walki gdzieś zawsze mnie kręciły, ale nigdy nie miałam odwagi by tak naprawdę w to wejść tak się właśnie zastanawiam czy na pewno odwagi chyba to bardzo dobre określenie od kąd pamiętam miałam dość niskie poczucie własnej wartość. Na sama myśl dostaje skretu żołądka.
Kilka lat wstecz była próba Kung Fu Wushu po kilku spotkaniach
niestety wszystko wzięło w łeb do tego doszły problemy z kolanem, które
niestety towarzyszą mi do dziś.
Przez kolejne lata pozostawało gdzieś to w moim sercu, ale
zawsze znajdowało się jakieś, ALE no, bo z pewnością mnie wyśmieją, bo jestem
za gruba, za mało sprawna itd. Itd. Można by pisać i pisać ….
Wszystko zmieniło się w LISTOPADZIE, 2018 kiedy to Józio
poszedł na zajęcia. Pierwsze miesiące patrzyłam z zazdrością na ćwiczących
razem z dziećmi rodziców i uparcie twierdziłam, że to nie dla mnie. Sensei
Józia bardzo namawiałby wziąć strój na przebranie i spróbować. Ale JA byłam jak
skała Nie i koniec nie ma tematu..
Jak wiadomo tylko krowa nie zmienia zadanie i tak po wielu
prośbach Józio „ No mama weź ze mną poćwicz itd.” Uległam, na początku 2019
roku spakowałam spodenki koszulkę i poszłam pełna obaw i wątpliwości …..
Pierwsze treningi były dla mnie koszmarne czułam się jak
małpa w zoo. Miałam wrażenie, że każdy na mnie patrzy i ma niezły ubaw. Do tego doszły ogromne bóle mięśniowo- stawowe,
momentami nie byłam w stanie wstać z łóżka i normalnie funkcjonować. Jak myślicie, co chciałam zrobić?
Jak Wy mnie już dobrze
znacie
tak chciałam zrezygnować. Pomyślałam wtedy weź Olka nie rób z siebie pośmiewiska.
Wiecie, co mnie powstrzymało dużo ciepłych słów od mam, ale
i nie tylko mam, które klepały po ramieniu, gratulowały odwagi i trzymali
kciuki było to bardzo miłe i takie budujące, ale nie to było moja największą
motywacja, takim czynnikiem trzymającym mnie na Sali był Józio. Sam czasem chce
zrezygnować, gdy tylko napotka jakąś trudność.
Ale staram się jak każdy rodzić mówić próbuj, będzie lepiej, dasz radę i
jak Ja bym teraz wyglądała w jego oczach gdybym tak od razu zrezygnowała?
Minął jakiś czas treningi stawały
się dla mnie mniej coraz mniej bolesne i zaczęło mi się to naprawdę
podobać. Najtrudniejszym nie było to
przełamanie się, ale przyznanie przed sobą, że tak naprawdę chcesz to robić,
kręci mnie to. Zrobiłam to dopiero
niedawno i może się wydawać to takie proste a mnie zajęło kilka miesięcy.
Kupiłam, kimono, za namową wielu osób podeszłam do pierwszego
egzaminu, choć miałam, co do niego mieszane uczucia i chciałam zrezygnować w
sumie to do ostatniego momentu.
Powinnam w tym miejscu podziękować kilku osobą, że tak po
ludzku mi nie dali, mówili weź nie pitol, właź na sale i pokaż tym, co gadają, że
dasz sobie rade, że może ONE robią to z zazdrości, bo miałaś odwagę.
DZIĘKUJĘ IM Z CAŁEGO SERCA.
Sam egzamin mnie zaskoczył myślałam, że to
będzie jak u dzieciaków Hop siup i po wszystkim a tu Shihan dał mi popalić, …
ale nie nie żałuje. Chyba już od wielu lat nie czułam takiej satysfakcji jak
tego upalnego dnia, że ta właśnie ja….
Dziś też nie jest łatwo grupa
wyżej inny Sensei było mi ciężko się przestawić, do tego doszła kontuzja kolana
… Szczerze myślałam, że już nie wrócę. Choć kolano dochodziło do siebie i
mogłam powoli zacząć trenować bałam się powrotu.
Poczułam, że trące motywację, chęci ….. Nie mogłam sobie na
to pozwolić. Nie mogłam pozwolić dojść do głosu wątpliwościom.
Zabrałam kimono Józia pod pachę i poszliśmy …
Nie chce tak łatwo zrezygnować…….
Ten jeden raz chce doprowadzić sprawę do końca, do póki moja
sprawność, kolano mi da.
Do póki będę mogła ….
W grudniu kolejny egzamin pewnie
jeszcze trudniejszy niż poprzedni, chciałabym jednak was o coś poprosić
TRZYMAJCIE KCIUKI ŻEBYM DOTRWAŁA……
Cytat pochodzi z piosenki Marcina Siegieńczuka NA SZCZYT..
https://www.youtube.com/watch?v=8pG8ZiDbpHc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz