Za kilka dni minie 6 lat
jak przeprowadziłam się tu na Śląsk i tak mnie wzięło na
wspomnienia,to chyba przez te nadchodzące 30 urodziny bo jakość
często zaczynam wspominać. Tak szczerze to nawet nie wiem kiedy ten
czas zleciał mam przed oczami cały czas ten moment..... To było
dokładnie 10 września dzień po moich urodzinach spakowałam
walizkę i o 17:40 jechaliśmy już do naszego nowego domku..... Ale
od początku...
Odkąd zaczęliśmy z Adamem
myśleć poważnie o sobie naszym związku i o tym że zaczniemy się
starać o powiększenie naszej rodziny wiadomo było że to ja zostawię wszystko i przeprowadzę się tu na Śląsk, wiadomo on
miał tu swoją dobrze prosperująca firmę itd, Kiedy okazało się
że jestem w ciąży nie było już odwrotu ale poszukiwania
mieszkania okazały się nie takie łatwe aż dobiegając połowy ciąży natrafiła się naprawdę świetna okazja mieszkanie z całym
wyposażeniem w idealnym stanie i ta cena.... nie było co się zastanawiać na miesiąc wynajem kredyty itd cała ta machina ruszyła
i jak dziś pamiętam że nasze mieszkanie widziałam tylko na zdjęciu
nie było czasu na podróżowanie, oglądanie a przede wszystkim na
zastanawianie się.. wiec we wtorek oglądał je Adam a w czwartek
była już umowa na wynajem podpisana baaa ja już w sobotę
przyjechałam. To wszystko działo się na wariackich papierach nie
miałam czasu pomyśleć rodzice z lekka pukali się w głowę gdzie już tak szybko, siostra będąc w na wakacjach dzwoniła jak ja mogę
się tak wyprowadzić bez niej był to czas bardzo zabawny ale też z
lekką nutką strachu jak ja sobie poradzę
Po przyjeździe na miejsce
najłatwiej nie było bo dopiero doszło do mnie że oprócz mnie i
mojego męża nie będę miała tu nikogo do kogo pójdę odezwę się
itd. No i jeszcze ten język teraz już nie zwracam na to takiej uwagi
ale na początku ja połowy ludzi nie rozumiałam co do mnie mówią
oj długo nie mogłam się odnaleźć, w tym nowym mało znanym dla
mnie życiu do tej pory człowiek mieszkał z mama gdzie nie płacił rachunków dał mamie jakąś tam kaskę i miał wszystko w nosie... Wracając do języka na koniec postaram się napisać teksty, słowa
które mnie najbardziej śmieszą i ich nie rozumiałam :D a dziś
często sama się już łapie że zaczynam zaciągać po Śląsku moje
ukochane słowo to TAŚKA wyjaśnię później :),pewnie gdybym spotkała takiego Ślązaka z krwi i kość to i tak bym się z nim
nie dogadała albo rozumiała co 10 słowo,ale chce by moje dzieci
potrafiły porozumiewać się językiem Ślaskim nawet w takim
podstawowym zakresie....Mimo suszenia mi głowy przez niektóre osoby
ze strony mojego A bym uczyła mówić dzieciaki ładnie po mojemu to
mnie się strasznie podobają te dzieciaki mówiące w gwarze Ślaskiej co to będzie jeżeli wszyscy zaczniemy uczyć mówić
dzieci po ładnemu, zaginie bezpowrotnie a to będzie naprawdę wielka
strata...
Jest tu trochę różnic
które na początku były dla mnie nie do ogarnięcia w Żyrardowie czy
w Warszawie w której spędzałam mnóstwo czasu sklepy były otwarte
do późnych godzin a tu 16:54 czy 17:00 i koniec no zostają
Lidl,Biedronka , czy inne większe sklepy, mała galeria ale tak wszystko już jest pozamykane. To jakoś było mi ciężko ogarnąć bo
człowiek nie przyzwyczajony, różnic jest wiele np Boże
Narodzenie.. ale o tym może bliżej Świąt...
Wiecie na co tu najbardziej
narzekam nie na sklepy, na język, to jest do przeskoczenia ogarnięcia, najgorsze jest tu powietrze od jesieni do wiosny kiedy
ludzie bezmyślnie palą w piecach czym popadnie mam przykład sąsiada w bloku już z tym człowiekiem nie wiemy co mamy zrobić. Tak
tak mieszkam w bloku gdzie kilkoro lokatorów sami palą we własnych
piecach, na to najbardziej narzekam od dawna już tak nie chorowałam
jak tu zima dla mnie jest koszmarem i te moje biedne dzieciaki też
strasznie chorują....Ale to nie o tym miało być....
Na początku do rodziców
jeździłam bardzo często nie umiałam sobie tu miejsca znaleźć a
dziś jadę tam raz w roku na dłuższy czas i nie ma co się oszukiwać tak po ok 2 tyg już zaczyna człowiek tęsknić do
siebie... Tak sobie myślę że właśnie tu znalazłam swoje miejsce
na Ziemi i choć doskwiera mi brak rodziny czy przyjaciół nadal mam kłopot z nawiązywaniem jakieś bliższej relacji ale nie chciała
bym już wracać do dawnego miasta...
Trochę napisałam tych
wyrazów, jak mi coś przyjdzie naprawdę ciekawego jeszcze do głowy
to dopiszę....
ancug- garnitur
blaza-pęcherz, odcisk
do rantu- do rowy
taśka – torba, torebka
szrank- szafka,
kelnia- chochla
ciapkapusta- kapusta
tłuczona z ziemniakami
klapsznita- podwójna
kanapka , taka szkolna
lipsta- narzczona,ukochana
dziołacha- dziewczyna
synek- chłopka
dźwiga się – zbiera na
wymioty
bajtel- dziecko
wózyk- wózek :D
przychlast- taki mami synek
pulok- męski narząd
rozrodczy :D:D:D:D:D
oma (uma)- babcia
liberwuszt– pasztet –
pasztet
wuszt- kiełbasa
cug- pociąg
glajza- szyna od pociągu
farorz- proboszcz
hepnąć- beknąć ?
Tasientucha- chusteczka
W szranku- w szawce
Tasientucha- chusteczka
W szranku- w szawce
Tak, tak pamiętam. Dla mnie ta Twoja przeprowadzka to istny szok. Jak to moja mała Olunia po pierwsze zostanie mamą a po drugie wyprowadza się tak daleko. Łzy same napływały do oczu. Chwilę to trwało nim uświadomiłam sobie, że moja mała siostrzyczka której jeszcze niedawno zmieniałam pieluchy jest już dorosłą kobietą. Bardzo się cieszę że masz dom i rodzinę, ale czasami jest mi smutno, że jesteś daleko. Kocham cię bardzo ❤️❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuń