stycznia 19, 2018

Strach

"Naszym największym strachem nie jest to, że jesteśmy słabi. Nasz największy strach stanowi siła, której nie można przyjść z odsieczą. To nasze światło, a nie nasza mroczność nas przeraża. Uważając się za nic nie wartego nie działasz na korzyść świata."

     

   Strach towarzyszy nam od najmłodszych lat , gdy jesteśmy mali boimy się zostać sami, boimy się potworów, wyimaginowanych postać. W późniejszych latach, strach związany jest ze szkoła, ocenami, oceną innych ludzi w względem naszej osoby , boimy się tego co jest nowe.
Często wydaje nam się , że ten strach jest najgorszy na świecie i że już nic gorszego nie możne nam się przytrafić.
Serio po kilku latach śmiejemy się z tego do rozpuchu, często wspominając to z rumieńcem na poliku jak mogliśmy być tak dziecinni by przejmować się takimi pierdoletami.
  Z upływem lat gdy wchodzimy w dorosłe życie strach jest obecny każdego dnia boimy się o swoja pracę, o przyszłość, pieniądze, czy uda się nam osiągnąć wymarzoną stabilizację.
      Często mówią nam, ze strach ma wielkie oczy a sam w sobie jest tylko wytworem naszej wyobraźni. Jednych motywuje do działania a drugich paraliżuje niczym bazyliszek w Harrym Potterze .
    Mnie osobiście strach towarzyszy każdego dnia. Dziś się z tego śmieje ale w czasach szkoły najbardziej bałam się lekcji matematyki. Przed każda lekcją trzęsłam portkami niczym galet na talerzu na imieninach ukochanej cioci.
  W chwili obecnej strach głównie dotyczy moich najbliższych , męża dzieci, boje się o ich przyszłości, o ich wychowanie, zdrowie wiecie taki codzienny strach mamy żony.....

    Taki prawdziwy strach , zdejmujący sen z powiek doświadczyłam w sumie 3 razy ....
Pierwszy raz gdy jako osoba gdzieś w połowie studiów napytałam sobie biedy... W skrócie można powiedzieć, że uderzyła  mi woda sodowa do głowy eeeee była to bardzo droga woda sodowa,  tak wiecie naprawdę bardzo bardzo bardzo droga.
 Drugi raz to rok 2014 a dokładnie październik gdy okazało się, że pod moim sercem rośnie nowe życie , a obok tej maleńkiej kruchej istotki rośnie coś jeszcze.
Wyrazu twarzy mojej pani doktor nie zapomnę do końca życia. Kiedy gratulowała mi ciąży a za razem mówiła, ze nie jest dobrze i ,że trzeba jak najszybciej jechać do kliniki bo nie wiadomo co to jest. Wyobrażasz sobie co ja wtedy czułam myślałam ze te 200 metrów do domu szłam jakieś 2 godziny.
To był naprawdę ciężki czas badania, co tygodniowe USG, 3 tygodnie w  klinice i te niekończące się zmiany decyzji... operujemy, nie operujemy, to było nie do wytrzymanie.
Strach jaki mi wtedy towarzyszył był ogromny, przecież mam ukochanego synka, drugiego dzidziusia pod sercem i jak to wszystko się potoczy, co będzie z nami z Józiem gdy okaże się to najgorsze.....
        Dzięki opatrzności wszystko skończyło się jak najlepiej, po wielu konsultacjach, badaniach guz okazał się torbielą o dziwnej strukturze.
Trzeci raz to w sumie jest w chwili obecnej .
Pewnego pięknego dnia wyczułam coś w mojej piersi do tego pojawił się ból.
Oczywiście ja jestem dość przewrażliwiona i jak to ja szybko udałam się do lekarza by umówić się na USG wiadomo, ale nasz zaprzyjaźniony lekarz pokierował mnie od razy do Poradni Chorób piersi....
W czwartek odbyła się wizyta...
 Idąc do pana doktora miałam taka nadzieję , że nic tam nie ma , że to co czułam to taka naturalna struktura i co szybko rozwiała się moja nadzieja..... coś tam jest w tym jednym momencie pół sufitu zawaliło mi się na głowę.
Umówiliśmy się na kolejne badania. Pan doktor kazał mi się nie denerwować, że to nie jest nic złego to jakaś torbiel albo włókniak, ale dokładną diagnozę będziemy mieć 8 lutego.
I jak ja mam żyć do tego 8 lutego ?
Choć słowa pana doktora mnie uspokoiły ale gdzieś z tyłu głowy jest ten strach, co będzie jeśli......
Staram się o tym nie myśleć za dużo ale dziś jest ciężko....
 Po prostu strasznie się boję.
      I choć najbliżsi proszą bym  o tym nie myślała,  nie denerwować  się ja jestem przerażona.
Dziś sobie odpuszczam jest mi smutno, ciężko.
     Jutro obetrę łzy, będę normalnie funkcjonować , szykować się do urodzin Józia i będę starała się o tym nie myśleć ale dziś pozwolę sobie na trochę słabości......












1. Trener (ang. Coach Carter) – film produkcji niemiecko-amerykańskiej z 2005 roku, w reżyserii Thomasa Cartera. Scenariusz napisali John Gatins i Mark Schwahn.
2. Zdjęcie: https://pieknoumyslu.com/wp-content/uploads/2017/10/dlonie-za-szklem.jpg 
3. https://goo.gl/images/iqHJax

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Nieperfekcyjna Olka , Blogger